Nagi lunch (książka)
Książek o narkotykach napisano mnóstwo. Pierwszym tytułem jaki przychodzi mi do głowy jest “Pamiętnik narkomanki” pani Rosiek. Drugim były “Dzieci z dworca Zoo” . Pierwsza okropnie mnie znudziła a i pamiętam jak wiele scen było dla mnie obrzydliwych. Ot, chociażby scena w której bohaterce kroją twarz żyletką. Za wiele, jak na dziecko ze szkoły podstawowej.
Te czasy już minęły, wielu słów trzeba by coś w literaturze spowodowało u mnie torsje. Po czasie stwierdzam, że pisanina Rosiek to wielkie zero przy twórczości Williama S. Burroughsa. To młodzieńczy zryw licealistki z biednego kraju za żelazną kurtyną kontra doświadczenie człowieka niesamowicie mądrego żyjącego w czasach największych przemian kulturalnych w USA, który swoją wiedzę na temat używek przelał na karty “Ćpuna” by potem efekt zażywania podać czytelnikowi w “Nagim lunchu”.
“Ćpun” był debiutem Burroughsa, to pisanie o tym jak się zdobywało pieniądze na towar i sam towar. Jak się szukało dealerów, gdzie i jak zażywać. Pobyty na odwyku, w więzieniach i przygody z policją. Nowe ustawy robiące z narkomanów osoby ordynarnie łamiące prawo i zasługujące na masowe, społeczne potępienie.

“Nagi lunch” jest drugą książką W. S. ale zupełnie inną. Tutaj już mamy człowieka zażywającego pełną gębą. Doświadczenia z “Ćpuna” są wyeksplorowane do pełna, nie ma niczego nowego do odkrycia, lecz dalsze brodzenie w tym samym.
Czas uciekać. Gdy Burroughs figuruje już w kartotekach większości stanowych wydziałów antynarkotykowych, gdy nie można już kupić działki bez “ogona” i gdy wizyty w mieszkaniu agenci składają średnio dwa razy na tydzień nie pozostaje człowiekowi nic innego niż ucieczka. Wybiera Tanger w Afryce Północnej. Azyl dla każdego, komu grunt palił się pod stopami. Między narodowa strefa z nieznacznymi wpływami czterech krajów (USA, Wielka Brytania, Francja i Hiszpania). Tanger przyciągał zarówno margines, renegatów, najgorsze ludzkie twory. Z drugiej strony swoje siedziby mieli w nim arystokraci i artyści. Zaletą Tangeru było bez wątpienia przyzwolenie na oddawanie się rozrywkom i nałogom w innych częściach świata zakazanych. Pierwszym powodem były, rzecz jasna, narkotyki. Drugi to możliwość rozwinięcia swoich biseksualnych skrzydeł. Burroughs zafascynowany był przemocom i seksem co doskonale widać w “Nagim lunchu”.
Kiedyś pewien krytyk literacki napisał o powieści “W drodze” Kerouaca coś mniej więcej takiego: “Trudno znaleźć w tej książce chociażby cień fabuły”. Skoro takie spostrzeżenie towarzyszyło mu w równie napisanej książce, która nie była żadnym ekscesem to strach pomyśleć co napisał by właśnie po “Nagim lunchu”. Konia z rzędem daję temu kto mi tą fabułę znajdzie tylko po lekturze. Ja nie znalazłem. Cała książka to ciąg dziwnych wizji. Tu po uprawiają seks, tam zażyją jakiegoś prochu a tam poddadzą kogoś dziwnym badaniom. Tak, gołym okiem widać, że książkę pisano pod wpływem. Po zażyciu narkotyków wg. autora powstawały tylko notatki. Nie jesteśmy w stanie stwierdzić w jakim stopniu te notatki należało przerabiać i do jakich zabiegów się uciekać, by zręcznie przerobić je w całość zawartą w książkę. Całość? Tu nie ma całości! Gdyby wydzielić każdy z podtytułów i podać osobno to wszystko wyglądało by tak samo jak złożone razem. Nie mylił się wcale Allen Ginsberg, przyjaciel Burroughsa, twierdząc że w “Nagi lunch” można wczytywać się w nieskończoność. W rzeczy samej, ta książka otwiera drogę do miliona interpretacji. Chociaż niektóre fragmenty są całkiem jasne, i są jakby próbą nawiązania jakieś ciągłej historii. Zaraz jednak jest to gaszone i wracamy to chorych wizji. To jedyna książka, pisana w tak niezrozumiały sposób a jednocześnie nie odpychająca ale wciągająca dalej. W przypadku innej tak zwanej prozy poetyckiej (czy “Nagi lunch” to proza poetycka czy nie to kwestia nazewnictwa, na pewno wiele nie zrozumiałych fragmentów nie zostało napisanych na trzeźwo w przeciwieństwie do innych książek jak np. “Piękni przegrani”) szybko książka mnie odrzucała.
Ja wytrzymałem, podobało mi się, ryło po głowie. Ludziom z czasów lat 50 i 60 XX wieku podobało się chyba mniej. Książka była powodem głośnych procesów sądowych. Zacytuję blog.literacki, który opublikował kiedyś świetny tekst na ten temat:
Dosadność i obsceniczność „Nagiego lunchu” nie mogła jednak pozostać niezauważona. Książka wywołała skandal obyczajowy w purytańskich Stanach Zjednoczonych. Stała się ostatnim w USA dziełem literackim zakwestionowanym i uznanym za twór obsceniczny. Na przełomie lat 50 i 60 amerykańscy celnicy wielokrotnie konfiskowali egzemplarze powieści. Władze nie zgadzały się na jej kolportowanie i w końcu wytoczono Burroughsowi dwa procesy. Powieść uznano w 1965 roku za obsceniczną, a sędzia nazwał ją bezwartościowym śmieciem napisanym w dodatku przez człowieka nienormalnego. W dalszej kolejności sprawą zajął się Sąd Najwyższy stanu Massachusetts. Sędziowie nazwali „Nagi lunch” utworem skrajnie obraźliwym, ale nie uznali książki za całkowicie bezwartościową. Ostatecznie powieść dopuszczono do sprzedaży na terenie stanu, ale nie wolno jej było reklamować jako książki kontrowersyjnej obyczajowo (sic!).
Sam Burroughs uznał proces za farsę i odmówił w nim udziału.
O Williamie S. Burroughsie można by jeszcze pisać dużo. Człowiek (powtórzę) niesamowicie mądry, uważany za najwybitniejszego pisarza z beat generation a czasami nawet odsuwany od tego ruchu przez to, że jego twórczość zawsze mówiła o czymś innym i jakby ważniejszym niż reszta bitników. Odsuwanie go nie ma sensu, Burroughs był bitnikiem, jednym z symboli tego ruchu i zostawił po sobie kilkanaście książek z których nie wszystkie mówiły o narkotykach czy seksie. Zniżenie jego twórczości tylko do słów “ćpanie” i “seks” było by obrazą. Zaczął co prawda książką o ćpaniu ale skończył ambitną wg. krytyków nowelą na temat upadku ludzkości przez brak poszanowania dla praw natury. Można rzecz, że w większości książki oscylowały wokół: Totalitaryzmu, homoseksualizmów, przemocy, narkotyków czy wojny. Nie brakło w nich niesamowicie wnikliwych obserwacji, które czasami przygniatają swoją prawdą. Zacytuję:
Uważam, że chrześcijańskie pojęcie grzechu jest przekleństwem, które sprowadziło na świat nieszczęście.
- Z listu do A. Ginsberga, 18 sierpnia 1954.
To tylko mały wycinek, jeden tekst. Mądrości tego typu gęsto ozdabiały jego listy czy zapiski. Nie silił się by wymyślić je na potrzeby swoich książek. Po prostu jego wnikliwy zmysł obserwacji wyłapywał to i przelewał przy najbliższej okazji.
Pojawił się na okładce płyty The Beatles, nagrywał z Curtem Cobainem i innymi znanymi muzykami, pod jego teksty podkładano muzykę elektroniczną i spajano to w całość. O ile Bitelsi na okładce umieściły go trochę z przekory to Cobain i inni zaczęli odkrywać go na nowo w latach 90 co zapoczątkowała bez wątpienia ekranizacja “Nagiego lunchu”. Szczerze mówiąc, nie potrafię sobie jej wyobrazić, ale film już kupiłem. W najbliższym czasie obejrzę i na pewno co nie co tutaj napiszę.
Ocena: 8/10
William S. Burroughs, Nagi lunch, Wyd. Prima 1995.
Może i powyższy tekst jest przemieszaną opinią na temat “Nagiego lunchu” z biografią pisarza ale wierzcie mi, o tej niesamowitej postaci można napisać dużo, dużo więcej i, kto wie, może kiedyś podejmę się zadania spisania całości?

Na koniec:
- Świetny tekst opisujący krótko życie Williama S. Burroughsa
- William S. Burroughs - Thanksgiving Prayer
- The Cut-Up Films (1963-1972)
Zobacz też: Nagi lunch (film)
“Pamiętnik narkomanki” napisała Basia ROSIEK, nie Rojek.
Pozdrawiam.
Komentarz napisany przez: mmaly — kwiecień 21, 2007 o 9:05 przed południem
Masz oczywiście rację, zmieniłem. Wpisałem nazwisko z pamięci i nie sprawdziłem przed wysłaniem tekstu. Dzięki!
Komentarz napisany przez: Domator — kwiecień 21, 2007 o 10:49 przed południem
Ta recenzja nie zachęciła mnie do przeczytania książki. Nie, żeby recenzja była zła :P, tylko narkotyczne wizje jakiegoś amerykańskiego narkomana nie pociągają mnie. Owszem, w podobny sposób powstał w miarę genialny “Lot nad kukułczym gniazdem”, ale nie zmienia to wiele. A z drugiej strony nie wykluczam tego, że kiedyś sięgnę po “Nagi Lunch” i kto wie? Może mnie nie odrzuci?
Komentarz napisany przez: Burzol — kwiecień 24, 2007 o 12:16 przed południem
Odrzuci :] A z drugiej strony to powodzenia w szukaniu jakiegoś egzemplarza :D
Komentarz napisany przez: Domator — kwiecień 24, 2007 o 7:51 przed południem
BTW z Kukułczym gniazdem o którym wspomniałeś to zabawna historia jest, bo o ile Burroughs ćpał wcześniej to Kesey był abstynentem i poddał się eksperymentom z narkotykami psychomimetycznymi, potem zakochuje się w LSD a potem pracuje jako sanitariusz właśnie w szpitalu psychiatrycznym. Cholera, muszę to przeczytać!
Komentarz napisany przez: Domator — kwiecień 26, 2007 o 9:41 po południu
Czytałem (choć to na FilmWebie, a tam z rzetelnością różnie), że w owym szpitalu Kesey po kryjomu zapewniał sobie elektrowstrząsy, “żeby wiedzieć jak to jest”. Ciekawy jegomość.
Komentarz napisany przez: Burzol — kwiecień 26, 2007 o 10:38 po południu